Czytasz Zeus – Album Zeusa. Możesz zostawić komentarz lub nawiązać do wpisu, przy użyciu adresu trackback, na swojej stronie.
| P | W | Ś | C | P | S | N |
|---|---|---|---|---|---|---|
| « lutego | ||||||
| 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | |
| 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 |
| 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 |
| 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 |
| 28 | 29 | 30 | 31 | |||
Data: 24 stycznia 2010. Autor: Adam.
Kategoria: Bez kategorii.
Tej płyty słucha się na repeacie. Niełatwo inaczej. Energetycznym bitom i elektryzującym tekstom nie sposób odmówić kolejnej karuzeli w odtwarzaczu. Zwłaszcza, że buja przez cały czas – od deski do deski. I choć teksty wydają się być o wszystkim i o niczym, to warto płytę przestudiować wielokrotnie, żeby odnaleźć ukryte znaczenia słów.
Maksyma o ocenianiu płyty po okładce nabiera w tym wypadku dodatkowej wartości. Pal sześć, że oprawa graficzna jest ponura. Ja się pytam projektanta, jak mam cokolwiek tam przeczytać?! Ale nie straszna i taka łyżka dziegciu w beczce. I nie jest to beczka śmiechu. Chociaż momentami jest całkiem wesoło, muzyka jest dojrzała na swój specyficzny sposób. Za pozorną lekkością i banałem kryje się wiele rozsądku i refleksji. Kamil, z realizacją całego albumu, poradził sobie znakomicie. Boję się myśleć, co by było, gdyby ten facet się nie zakochał w Jill Scott…
Tracklista:
Komentarze.
Nick i e-mail są polami obowiązkowymi. E-mail nie jest udostępniany osobom trzecim.