| P | W | Ś | C | P | S | N |
|---|---|---|---|---|---|---|
| « sierpnia | ||||||
| 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | ||
| 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 |
| 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 |
| 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 |
| 27 | 28 | 29 | 30 | |||
Data: 12 sierpnia 2010. Autor: Adam.
Kategoria: Bez kategorii.
Uwielbiam japońską elektronikę. Nec, Funai, a zwłaszcza Akai Professional. Ale i elektronika przez nią stworzona bywa niemniej godna uwielbienia.
Muzyka Japonii kojarzy mi się nierozerwalnie ze śp. Nujabesem. Ale jak widać jest to archipelag dźwięków nieodkrytych i sejsmicznie niewygasłych. Zapraszam Państwa na transinstrumentalną podróż na Daleki Wschód.
Okazuje się, że wcale nie trzeba chodować bonsai ani składać origami, żeby poczuć ducha Kraju Kwitnącej Wiśni. Ale sake wypić można zawsze. Chociaż “Vent” i bez tego wprowadza w odpowiedni nastrój. Płyta ma w sobie to wyraźne coś. Mniej wyraźna jest za to perspektywa wydania na album kilkudziesięciu dolarów (na wszelki wypadek należy to zrobić po pijaku)…
Tracklista:
Data: 1 sierpnia 2010. Autor: Adam.
Kategoria: Bez kategorii.
Gdybym miał się licytować z Robertem Janowskim to kupuję ten album po pierwszej nutce. Proszę mi wybaczyć dosadność, ale dawno nie słyszałem płyty, która zaczynałaby się takim pierdolnięciem. Niestety właśnie dzięki temu całość nie trzyma równego poziomu i dobre utwory wydają się być co najwyżej “całkiem niezłe”.
Różnorodność stylistyki jest w tym wypadku wielką zagadką. Większą niż to jak smakują telegrzanki. Gdyby ktoś powiedział, że niektóre kawałki skomponował Richard James, a niektóre ATB, nie miałbym powodów, żeby nie wierzyć. Jeśli w głowie Willa Wiesenfelda dzieje się tyle samo co w jego utworach to całkiem prawdopodobne, że jest geniuszem lub/i schizofrenikiem. Na pewno jest gejem, ale z muzyczną orientacją wszystko w porządku.
Płyta “Cerulean” rzuca nowe światło na półmrok muzyki (tu wstaw nazwę gatunku, którego nie da się skategoryzować). Mimo swojej niekoherencji można śmiało polecić ją każdemu estecie.
Tracklista:
Data: 11 lipca 2010. Autor: Adam.
Kategoria: Bez kategorii.
Podobno w USA sklasyfikowano kilka gatunków UFO, z czego jeden jest fizycznie nierozróżnialny od człowieka. Niestety niektórzy kosmici się zapominają i można ich rozpoznać w tańcu. Nawet jeśli Darwin nie jest fizycznie z innej planety to i tak właśnie stamtąd przybywa.
Nie ma się co oszukiwać, mamy do czynienia z fenomenem. Z człowiekiem, któremu będziemy wdzięczni za to, że życzy nam złego dnia. Zresztą cała “rodzinka” Deezów jest równie zakręcona co włosy Darwina.
Album “Darwin Deez” chwyta za serce atrakcyjnymi dla ucha melodiami i tekstami, których treść i jakość nie mają większego znaczenia, jeśli tylko są w ustach tego wokalisty.
Można zarzucać jej wszystko – od infantylizmu po niedorzeczność – ale jest to jedna z płyt, na którą warto wydać ostatnie pieniądze.
Tracklista:
Data: 11 kwietnia 2010. Autor: Adam.
Kategoria: Bez kategorii.
Płytę w takiej oprawie kupiłbym z przyjemnością nawet gdyby było w środku CDR. Grzegorz Forin Piwnicki (jak zwykle) odwalił kawał dobrej roboty. Cała koncepcja albumu jest świetna. Dopiero po włączeniu płyty człowiek uświadamia sobie w posiadanie czego tak naprawdę wszedł. Tak głębokiej interakcji ze słuchaczem dawno nie było, a co bardziej zaangażowani z pewnością poczują pot na skroni i ciarki na plecach.
O.S.T.R. przez mniej lub bardziej dyskretne metafory porusza całe spektrum ważnych tematów. Po głębszym zastanowieniu niepokoić mogą ciągotki tego pana do broni i fakt że nie jest to już pseudo-hardcore. W każdym razie cała opowieść trzyma się kupy i szczerze chciałbym przeczytać kiedyś kryminał autorstwa Adama Ostrowskiego…
Tracklista:
Data: 7 marca 2010. Autor: Adam.
Kategoria: Bez kategorii.
Ta płyta mnie zaskoczyła. Dosłownie – dlatego że przegapiłem nieco jej premierę – i nie tylko. Przyznaje – nie doceniałem Kierana Hebdena, bo nastawiałem się raczej na flaki z olejem. Jednak “There Is Love In You” okazała się płytą nie tylko dobrą, ale i piękną. Takiej muzyki było mi trzeba, a nie spodziewałem się, że dostanę to od Four Teta. Niebywała synteza bujania w obłokach i twardego stąpania po ziemi. Liryczności i rytmiczności. Przytłaczającej lekkości i skomplikowanej prostoty.
Płyta jest niezwykle spójna, dobrze przemyślana, świetnie wykonana. Właściwie wszystko zasługuje na wyrazy uznania. Jest zdecydowanie wybitna, jednak – nie wiedzieć czemu – nie można jej nazwać perfekcyjną…
Tracklista:
Data: 6 marca 2010. Autor: Adam.
Kategoria: Bez kategorii.
Trip-hop się skończył? Raczej wszedł na nowy poziom. I trudno rozstrzygać czy wyższy, czy niższy. Wszystkim próbującym porównywać Heligoland do poprzednich płyt zespołu radzę o tej produkcji zapomnieć. Swoją drogą, Massive Attack, dla własnego spokoju, mógłby wydać tę płytę pod innym szyldem. Walka przeciwko swojej własnej, wypracowanej przez lata, muzycznej marce może wydawać się co najmniej nieprzemyślana.
Album przy pierwszym przesłuchaniu, mówiąc delikatnie, nie porywa. Do kolejnych podejść dość trudno się zmusić, kiedy wiadomo, że to nie to, na co się czekało. Ostatecznie Heligoland jest całkiem dobrą płytą (ale wciąż z wiszącym widmem “nietakości”). Niestety, mierna oprawa definitywnie sprawia, że nie ma na nią miejsca w mojej płytotece…
Tracklista:
Data: 18 lutego 2010. Autor: Adam.
Kategoria: Bez kategorii.
Duże Pe jest artystą w pełnym tego słowa znaczeniu – bez ironii. Nie da się temu zaprzeczyć, choćby nawet nagrywał dla Disneya i miewał pedalskie okładki.
Jeśli Zapiski z Życia na Terytorium Wroga jest albumem hip-hopowym, to świat się kończy. Okładka wręcz krzyczy co innego. Rasowe rapowe bity – owszem, ale Marcin Matuszewski daje na nich występ, nie rapuje. Na prawdziwej rapowej płycie musi się znaleźć setka gości, dosłowne przesłanie i wychowawcze wytyczne…
Mimo lekkiego dysonansu między Duże Pe a Kixnarem, Zapiski z Życia to całkiem ciekawa propozycja dla szukających nieco wykwintniejszej muzyki. Płyta jest, mimo banalnych rymów, niebanalna. Czarująca, choćby przez swoją niezgrabność…
Tracklista:
Data: 29 stycznia 2010. Autor: Adam.
Kategoria: Bez kategorii.
Cudo! Rarytas! Arcydzieło! Choć z tym albumem znamy się nie od dziś, wciąż trudno mi mówić o nim bez emocji. A emocji budzi sporo…
Subtelne ambientowo trip-hopowe dźwięki pozwolą rozsmakować się każdemu, najwrażliwszemu nawet, muzycznemu podniebieniu. Jeśli chodzi o brzmienie, klimat i estetyka albumu są wspaniałe. Zdjęcia na okładce nie są chyba przypadkowe – jest to zdecydowanie muzyka wyższych lotów. Frapuje, konsternuje, hipnotyzuje. Sam digipack nie jest już niestety aż tak porywający. Może i jest to płyta do słuchania z zamkniętymi oczami, jednak zachwyt nad okładką byłby po prostu spełnieniem marzeń. Tak czy inaczej płyta jak najbardziej godna polecenia.
Tracklista:
Data: 24 stycznia 2010. Autor: Adam.
Kategoria: Bez kategorii.
Tej płyty słucha się na repeacie. Niełatwo inaczej. Energetycznym bitom i elektryzującym tekstom nie sposób odmówić kolejnej karuzeli w odtwarzaczu. Zwłaszcza, że buja przez cały czas – od deski do deski. I choć teksty wydają się być o wszystkim i o niczym, to warto płytę przestudiować wielokrotnie, żeby odnaleźć ukryte znaczenia słów.
Maksyma o ocenianiu płyty po okładce nabiera w tym wypadku dodatkowej wartości. Pal sześć, że oprawa graficzna jest ponura. Ja się pytam projektanta, jak mam cokolwiek tam przeczytać?! Ale nie straszna i taka łyżka dziegciu w beczce. I nie jest to beczka śmiechu. Chociaż momentami jest całkiem wesoło, muzyka jest dojrzała na swój specyficzny sposób. Za pozorną lekkością i banałem kryje się wiele rozsądku i refleksji. Kamil, z realizacją całego albumu, poradził sobie znakomicie. Boję się myśleć, co by było, gdyby ten facet się nie zakochał w Jill Scott…
Tracklista:
Data: 20 grudnia 2009. Autor: Adam.
Kategoria: Bez kategorii.
Dawno żadna płyta nie wywołała tylu różnych emocji. A przecież kontrowersyjność u tej pani to nie nowość. I trudno wymagać od artysty, żeby był kontrowersyjny ciągle w jednym kierunku. Można zarzucać jej wszystko – od komercji po utratę zmysłów – ale tylko prawdziwy rockman odważyłby się wydać płytę w takim klimacie. Agnieszka udowodniła, że ma jaja.
Muzyka na płycie już tylu emocji nie wzbudza. Znaczna jej część jest mało porywająca. Może się wydawać, że muzycy z Planu B nie nadają na tych samych falach co Chylińska i miejscami wręcz ograniczają jej temperament. Na słowa uznania zasługują natomiast dźwięki rodem z Mario Bross. Muzycznie płytę można ocenić co najwyżej jako dobrą. Ale czekam z niecierpliwością na kolejne takie okazy od Agnieszki, szczególnie jeśli miałoby to być RnB czy DnB.
Tracklista: