| P | W | Ś | C | P | S | N |
|---|---|---|---|---|---|---|
| « czerwca | ||||||
| 1 | ||||||
| 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 |
| 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 |
| 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 |
| 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 |
| 30 | 31 | |||||
Data: 27 czerwca 2011. Autor: Adam.
Kategoria: Bez kategorii.
O ile ostatnim razem nie przeszkadzało mi odejście od normy, o tyle teraz ta “normalność” mi się nie bardzo podoba. Nudy, Panowie! Ta płyta jest przezroczysta. Chociaż teksty dodają jej wyrazu, chociaż melodie nie są oklepane – wciąż jakby brakuje wigoru. Ten krążek, gdyby się nie ukazał, wywarłby na mnie podobne wrażenie.
Nieważne jak wysoko jesteśmy… /upadek zawsze boli tak samo – przyp. red./ nie słucha się w opcji repeat (nie dotyczy najbardziej zagorzałych fanów). Nie wiadomo do końca czy to odrzuty, czy nowe produkcje. Wiadomo natomiast, że “ciemny lud to kupi”. Najlepiej dwa razy.
Czy warto mieć ten album na półce? Nie mogę wam pomóc, jestem koniem…
Tracklista:
Data: 9 czerwca 2011. Autor: Adam.
Kategoria: Bez kategorii.
Kilka tanich chwytów i mnie mają. Owe chwyty działają na mnie jak róża na nastolatkę /seriously? – przy. red./ Kocham ich muzykę, ale nienawidzę tych dwóch panów. I nie za to, że znają muzyczne tricki i ich używają. Tylko za to, że ja się na nie daję nabrać.
Jak powstała ta płyta? Mam wrażenie, że według przepisu: weźmy co nieco z poprzedniej, trochę z przedostatniej i jeszcze z kolejnej. Może nie wypada wymagać odkrywczości od kogoś, kto wydał kilkanaście pozycji w parę lat. Nie pełnych albumów, ale jednak. To już czas. Arms and Sleepers – pokażcie mi coś co zadziała jak róża… drzewna hawajska.
“Organ Hearts” co prawda nie jest ordynarną kalką poprzedników. Słychać próby wkraczania na nowe terytorium. Nieśmiałe próby. A wiele patentów i prostolinijne wyrażanie emocji się nie zmieniło. Mimo wszystko jest to płyta, do której sięga się z radością i którą łatwo pokochać.
Tracklista:
Data: 4 czerwca 2011. Autor: Adam.
Kategoria: Bez kategorii.
Jak połączyć brytyjski pop z muzyką ludową? Ja tego nie wiem, en2ak tego nie wie, nikt tego nie wie… A jak dodać do tego elementy inspirowane hip-hopem, żeby miało ręce i nogi? Nie mam pojęcia, za to en2ak ma znakomite.
Celestial Toyroom jest mieszaniną różnych kultur. Wielu różnych kultur. I tu kryje się pułapka. Przy takim zagęszczeniu łatwo pomylić festiwal folku i festyn przebierańców. Ale zaściankowa pstrość w tym wypadku jest naprawdę bardzo piękna. A stanowcze przenikanie nowoczesności dodaje muzyce charakteru.
Niektóre utwory cechuje spora monotoniczność i przewidywalność. Niektórych skreczy nie należy brać na poważnie. Ale są też takie, które rzucają na kolana. Ciekawa pozycja.
Tracklista:
Data: 16 maja 2011. Autor: Adam.
Kategoria: Bez kategorii.
Nie posadziłem drzewa. Nie spłodziłem syna. Nie wybudowałem domu. Ale mogę spokojnie umrzeć. A przynajmniej, mając na półce to CD, nie oczekuję już niczego od muzyki. Na pytanie zadane przez Teta odpowiadam: Nie odpowiadam na głupie pytania. Piona!
Tracklista:
Data: 12 maja 2011. Autor: Adam.
Kategoria: Bez kategorii.
To co ten pan wyprawia ze swoją trąbką jest niesamowite /ekhm… saksofonem – przyp. red./. Grono instrumentów blaszanych ostatnio się powiększyło – o płuca Colina Stetsona. I mimo że technika jest rewelacyjna, nie tylko ona zachwyca.
Colin porywa nas na wycieczkę dookoła świata. Ale nie krajoznawczą. Raczej w kajdankach i z torbą na głowie. I choć nie jest to najprzyjemniejsza forma podrózowania już pod koniec wiadomo, że było cholernie ekscytująco.
Utwory układają się w historię wywołującą ból zębów. Atmosfera grozy, podsycana wymowną deklamacją, jest nierozłącznym jej elementem. Strach sięga zenitu, gdy okazuje się, że historia nie jest przeszłością…
Wbrew pierwszemu wrażeniu – dźwięki są nawet całkiem popowe. Konstrukcje utworów – niby awangardowe, ale niektóre zagrywki nadają się wprost na parkiet dyskoteki. Świetne. Mocny kandydat na płytę roku.
Tracklista:
Data: 1 maja 2011. Autor: Adam.
Kategoria: Bez kategorii.
Kolejny szaleniec w polskim rapie? /To został ktoś jeszcze? – przyp. red./ Zwariować może każdy, ale Mes nie jest nawet kandydatem. Mimo że przygotowanie materiału takiego kalibru może nadwyrężyć kondycję psychiczną, nie może być inaczej – Piotrowi wyjdzie to na dobre.
A materiał jest doprawdy fascynujący. Ten Typ zrobił duży krok do przodu i do tego we właściwym kierunku. Szkoda, że tak późno. Ale pewnie dlatego, by nie oszaleć. Owszem – znajdzie się kilka muzycznych zgrzytów. Ale grunt, że pojawiła się nowa jakość i mam płytę, którą bez skrępowania mogę postawić na półce obok nowego Piaska.
Warstwa liryczna pozostawia lekki niedosyt. Jakby brakowało tam szczerości. Owszem – ekshibicjonizmu jest co niemiara, ale to nie to samo. A “rżnięcie”? Cóż. Młodzi się zdeprawują, starzy się zbulwersują, a płyta kręci się dalej…
Tracklista:
Data: 15 kwietnia 2011. Autor: Adam.
Kategoria: Bez kategorii.
Zeus jak mogłeś… dać płycie taki tytuł? I do tego zdjęcie na okładce rodem z Faktu. Wielkiego zawodu dozna słuchacz, kiedy okaże się, że największą sensacją krążka jest brak sensacji… Odbiorca przypuszczalnie podejdzie do tekstów z większą rezerwą a nawet może uznać, że cały dramatyzm jest wymuszony. Nie do końca naturalny jest też szyk utworów, które ktoś próbował ułożyć, i coś tam się poplątało. Ale hej – to jest życie! Więc ostatecznie chyba jest w tym jakiś sens.
Inaczej jest z muzyką. Tu wszystko jest poukładane według innego wzorca. Z bardzo dobrej strony zaprezentował się Marek Dulewicz /najbardziej niedoceniony polski beatmaker – przyp. red/. W duecie z Kamilem Rutkowskim wychodzi im to nadzwyczaj dobrze.
Zeus nie traci wigoru, ale płyta jest inna niż można się było spodziewać. A to rokuje dobrze na przyszłość. Ciekawe co będzie w 2051…
Tracklista:
Data: 10 kwietnia 2011. Autor: Adam.
Kategoria: Bez kategorii.
Scena muzyczna zdecydowanie potrzebuje więcej kosmitów. Jednym z nich wydaje się być Jakub Nox Ambroziak. Jego “No Album EP”, może i nie wynosi słuchacza na orbitę, ale samo podziwianie rakiety jest już nie lada przeżyciem. Jeżeli kolejna płyta będzie taka jak teledysk poniżej, to będzie dopiero odlot!
Choć można dopatrzeć się tam momentów monotonii, warto zapoznać się z materiałem. Można odnieść wrażenie, że Jakub nie ma pomysłu na siebie, ale prawdopodobnie jest na odwrót – ma ich za dużo. No i ma z pewnością niespotykany talent marketingowy.
Tracklista:
Data: 5 kwietnia 2011. Autor: Adam.
Kategoria: Bez kategorii.
Efekt rozmycia nie jest przeze mnie mile widziany na płycie. “Mind Bokeh” niestety się go nie wytrzegła. Ale Bibio wprowadza go świadomie i nie jest on mocno uciążliwy. Całość, choć nieco przesłodzona, prowadzi leniwie po delikatnym podłożu. Stephen Wilkinson też nie wydaje się być wystarczająco pewny siebie na tym gruncie. Może właśnie dlatego ta podróż jest tak ciekawa…
Mi się to nie udało, ale myślę, że można się w tej płycie zakochać. Z różnych względów, datą premiery mógłby być z powodzeniem 14 lutego. Albumu słucha się bardzo łatwo i chętnie do niego wraca. Warto go mieć.
Tracklista:
Data: 1 kwietnia 2011. Autor: Adam.
Kategoria: Bez kategorii.
Jeżeli ta płyta jest “zapisem ścieżki dźwiękowej do filmu muzycznego, który nie powstał”, to ja się bardzo cieszę, że nie jest na odwrót. Oryginalność, eksperymentalizm – to cechy, których nie sposób odmówić krążkowi. A jego poziom determinuje przede wszystkim odwaga. I biorąc pod uwagę całokształt – mamy do czynienia z poziomem światowym. Z tym, że artysta ryzykuje możliwość jego zrównania – przez krytyków – z krajami trzeciego świata.
To niesamowite jak ten facet kreuje osobowość i jak dobrym muzycznym aktorem jest. Wizję dźwięku, a przynajmniej jej liryczną część, należy oceniać jedynie w perspektywie spektaklu. A za opadająca kurtyną bez dwóch zdań podążać powinny gromkie brawa. Za oprawę muzyczną również.
Tracklista: